• Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon
  • Mariola Johnson

Déjà vu - Laupahoehoe.

Stromą, wąską drogą, zjeżdżam w dół - w stronę oceanu. Mijam znak ”strefa tsunami” z symbolicznym rysunkiem olbrzymiej fali. Takich znaków przy nabrzeżach wyspy Big Island jest wiele - najwięcej na jej wschodniej stronie, w okolicach wybrzeża Hamakua i zatoki Hilo.

Przy niewielkim mostku zatrzymuję się, aby przepuścić samochód jadący z naprzeciwka - tylko jeden się zmieści, więc ustępuję kurtuazyjnie.

Po obu stronach drogi, typowe dla tej wyspy, olbrzymie bananowce i filodendrony z czerwieniejącymi się pomiędzy nimi liśćmi rośliny “ti”. Hawajczycy wierzą, że przynosi ona szczęście i często sadzą ją w pobliżu swoich domostw.

Droga kończy się w parku, za którym już tylko groźny, granatowy ocean i czarne, postrzępione skały, o które, świszcząc i gwiżdżąc, rozbijają się wściekłe fale.

Demoniczne miejsce nie wzbudza we mnie lęku, wprost przeciwnie - czuję się tu, jak w domu - jakbym wróciła z dalekiej podróży.


Kiedyś, na długo przed moim urodzeniem, miejsce to rozbrzmiewało wesołymi pokrzykiwaniami dzieci z pobliskiej szkoły. Obok szkoły, przy samym nabrzeżu, w niewielkich, ale wygodnych domkach mieszkali nauczyciele. Mała osada na utworzonym przez lawę cyplu Laupahoehoe, była krainą szczęśliwości. Uczniowie z radością i niecierpliwością wracali do szkoły po każdym weekendzie.


Tak było również w poniedziałkowy poranek, 1 kwietnia 1946 roku. Obmyślając i planując primaaprilisowe psikusy podekscytowane dzieci nie mogły doczekać się ich realizacji.

Ocean początkowo wyglądał jak zawsze: niewielkie fale rozbijające się o skały oddzielające morską otchłań od porośniętego trawą szkolnego boiska. W pewnym momencie jednak fala cofnęła się gwałtownie odsłaniając dno. Ryby nagle pozbawione wody podskakiwały konwulsyjnie, żółwie próbowały rozpaczliwie wdrapać się na kamienie.

Nietypowe zjawisko nie uszło uwadze dzieci. Niektóre z nich przyjęły to z ciekawością podchodząc bliżej, inne z niedowierzaniem i strachem pozostając daleko od brzegu.

I wtedy fala zaczęła rosnąć do monstrualnych rozmiarów, otaczając cypel i uderzając w wybrzeże z niesamowitą siłą, odrywając od ziemi i zmywając z powierzchni wszystko, cokolwiek tam było. Potrzaskane domy: fragmenty podłóg, ścian, drzwi - zapewniających kiedyś bezpieczeństwo, znalazły się w granatowej otchłani. Pośród nich ludzie, w większości dzieci, nie mające zbyt wielu szans na wygranie z Naturą. Po pierwszym uderzeniu, w ciągu kilku minut nastąpiły kolejne, jeszcze silniejsze. Ostatnia fala osiągnęła wysokość trzynasto-piętrowego wieżowca.

Kilku osobom, tym mniej ciekawskim, udało się uciec na wyżej położony teren. Z tych, którzy znaleźli się w wodzie, nieliczni mieli szczęście przetrwać… Ze spokojnej niegdyś osady nie pozostało nic.


Tsunami, które uderzyło tego dnia w hawajskie wybrzeże, w kilka minut pochłonęło 159 ofiar, w tym 25 dzieci i nauczycieli ze szkoły w Laupahoehoe.

Zniszczenia materialne na wschodnim wybrzeżu, a w szczególności w Hilo, które ucierpiało najbardziej, wyceniono później na ponad 20 milionów dolarów.


Dzisiejszy Laupahoehoe Point, to rozległy, wygodny park rekreacyjny, często odwiedzany przez lokalnych mieszkańców. Przy nabrzeżu, tam, gdzie kiedyś znajdowały się domy nauczycieli i szkoła, ustawiono monument upamiętniający ofiary primaaprillisowej tragedii. Poniżej monumentu gabloty ze zdjęciami i kroniką wydarzeń. Na czarnych, lawowych skałach - żelazno-betonowa fortyfikacja.


Groźny, granatowy, grzywiasty ocean codziennie opowiada historię “kai e’e” - tsunami, które nawiedziło to miejsce ponad siedemdziesiąt lat temu. Wystarczy stanąć na brzegu i wsłuchać się w opowieść… Słyszałam ją już wiele razy. Mimo to zawsze, kiedy mam okazję, zaglądam do Laupahoehoe, aby wysłuchać jej ponownie. Mam wrażenie, że gdzieś w tej opowieści jestem i ja.


Na filmie - Zachód słońca w Laupahoehoe.


P.S. Tsunami, które nawiedziło Hawaje i wybrzeże Kalifornii 1 kwietnia 1946r. zapoczątkowane zostało przez bardzo silne trzęsienie ziemi w obrębie Wysp Aleuckich, Alaska. Jego siła była olbrzymia - 8,6 stopnia w 9-cio stopniowej skali Richtera. Fale tsunami dotarły do Hawajów po 4,5 godziny od wstrząsu, pokonując w tym czasie odległość 3.800 km!

Najpierw dotarły do północnej wyspy - Kauai, następnie Oahu i Maui, a po zaledwie 20 minutach do wyspy Hawaii (Big Island), gdzie uderzenie było najsilniejsze.

Tragedia ta była bezpośrednią przyczyną stworzenia, dość skutecznego dzisiaj, systemu ostrzegania (Tsunami Warning System) - kiedy, gdziekolwiek w obrębie Pacyfiku, zanotowane zostanie trzęsienie ziemi, zawsze dostajemy informacje wszelkimi możliwymi środkami przekazu (telefony komórkowe, telewizja, radio), czy istnieje niebezpieczeństwo tsunami.

Takie ostrzeżenie otrzymałam w czasie mojego pobytu na Hawajach (październik 2012) i dzięki temu mogłam ewakuować się na teren wyżej położony - mieszkałam wówczas kilka kroków od oceanu, w Kahala na wyspie Oahu. Na szczęście fala była mniejsza niż się spodziewano, a ludzie, którzy tak, jak ja, byli szczególnie narażeni na niebezpieczeństwo, mieli czas przygotować się i zadbać o swoje bezpieczeństwo.