• Mariola Johnson

KWARANTANNA


Utknęłam na małej wyspie na środku olbrzymiego oceanu. Nigdy nie myślałam, że jestem tak bardzo odizolowana od świata. Wystarczyło przecież wsiąść w samolot i po sześciu, siedmiu godzinach - kontynent: San Francisco, Los Angeles… W drugą stronę - Japonia, Australia. Wszystko w zasięgu jednego lotu. Trochę dalej, wymagające przesiadki lub dwóch - Chicago, Nowy Jork, Floryda. A potem już “żabi skok” do Europy. Tylko kupić bilet, spakować się i w drogę…

Teraz możliwości ograniczone, a tymczasem rodzina porozrzucana po świecie: Polska, Nowy Jork, Szkocja, Hiszpania… Niepokój o dzieci. To nic, że dorosłe. Bezradność, niepewność.


Hawaje wciąż piękne. Plaże opustoszały, parki zamknięte. Nawet wulkany jakieś spokojniejsze.

Ptaki śpiewają coraz głośniej, foki i żółwie morskie bez obaw wylegują się na bezludnych plażach.

Gęsi nene bezpiecznie przechadzają się po drogach i bezdrożach Hawajskiego Parku Wulkanów; nie muszą uciekać przed rozpędzonymi samochodami.

Albatrosy w Kaena Point na wyspie Oahu po raz pierwszy od bardzo dawna - z dala od ciekawskich, ludzkich oczu, karmią dopiero co wyklute potomstwo.

Codzienność. Spokój. Słońce. A jednak smutno.


Pandemia zastała mnie i unieruchomiła w jednym z najbezpieczniejszych zakątków świata.

Mieszkam na farmie porośniętej bananowcami i papają. Mam psa, który dotrzymuje mi towarzystwa, upartą, śmieszną kozę, dostarczającą nieustannej rozrywki, warzywa, zioła, kwiaty. Właściwie, to nie ma potrzeby nigdzie się ruszać. Powrót do natury.

Jednak codzienne wiadomości nie pozwalają zapomnieć o tym, co dzieje się wokół. O ludziach, którzy nie mogą tak, jak ja, zagłębić się w naturę. Odpocząć.

Pracuje obsługa sklepów, niewielkie biznesy, ogrodnicy i, oczywiście i przede wszystkim, medycy. Ludzie chorują i umierają. Czyiś bliscy, rodzina...


Hawaje mogłyby być jeszcze bezpieczniejsze, gdyby nie turyści wykorzystujący niskie ceny przelotów i hoteli. Wciąż przylatują nie bacząc na niebezpieczeństwo, które przywożą ze sobą do bardzo delikatnych ekologicznie Hawajów. Czternastodniowa kwarantanna, zakaz przebywania na plaży nie powstrzymują. Nawet bezdomni z innych stanów próbują szczęścia, ale ostatnio odsyłani są tym samym samolotem z powrotem na kontynent.


W moim miejscu odosobnienia nie jest nudno. Wprost przeciwnie - jestem zajęta i czasu na wszystko nie starcza. Krótko przed “koroną” (tak chyba teraz będziemy określać czas…) wypożyczyłam kilka książek z biblioteki w Hilo do mojej pracy dotyczącej hawajskich wulkanów. Przypadkiem, a może nie (ostatnio zwątpiłam w przypadki. Wszystko wydarza się “po coś”), dołożyłam do tych publikacji książkę o Kalaupapa na wyspie Molokai, gdzie przez ponad 100 lat zsyłano chorych na trąd. Książka, oparta na relacjach świadków, jest dowodem na to, jak epidemia i nieznajomość choroby, potrafi ludzi postawić jednych nad drugimi. Zdrowi kontra chorzy. Bezwzględność kontra bezradność. Korzyść i polityka w wykonaniu odczłowieczonych kukiełek.

Aktualność tematu sprzed 150 lat poraża.


O kolonii trędowatych z wyspy Molokai wkrótce, a na razie warto wrócić na bananową farmę, gdzie tysiące bananów czekają na zagospodarowanie. Piekę je więc (z rumem i brązowym cukrem - mój ulubiony deser), suszę, mrożę, robię konfitury. Wszystko słodkie jak diabli, więc próbuję niesłodkich przepisów. Jednym z nich jest doskonały sos, którym polewam nasz poczciwy, ugotowany kalafior.

Przepis zamieszczam poniżej.



Kalafior w sosie bananowym




Składniki:

  • duży kalafior (około 1 kg.)

  • 1 średnia cebula

  • około 25 dkg dojrzałych bananów (2 średnie banany)

  • 1 3/4 szklanki wywaru z warzyw

  • 1/4 szklanki śmietany kremówki

  • 1 łyżeczka mąki

  • 1 łyżeczka przyprawy curry

  • sól, pieprz do smaku

  • 1 łyżeczka posiekanej zielonej pietruszki lub kolendry do posypania


Przygotowanie:

  1. Kalafior umyć, podzielić na różyczki i ugotować w osolonej wodzie na półmiękko. (około 20 min.)

  2. W międzyczasie posiekać cebulę i pokroić banana w plasterki o grubości 1 cm.

  3. Wywar z warzyw doprowadzić do wrzenia, włożyć do niego pokrojoną cebulę i 3/4 pokrojonych bananów (resztę zachować na poźniej). Gotować przez około 5 - 10 min.

  4. Mąkę zmieszać ze śmietaną i odrobiną gorącego wywaru po czym wymieszać miksturę (najlepiej w blenderze) z wywarem, ugotowaną cebulą i ugotowanymi oraz świeżymi bananami.

  5. Sos z przyprawą curry zagotować. Dodać sól i pieprz do smaku.

  6. Ułożyć ugotowany kalafior na talerzu i polać sosem bananowym. Posypać zieloną pietruszką lub kolendrą.


Bądźcie zdrowi i dobrzy dla siebie nawzajem.






Banany z mojego ogrodu. Gotowych do zerwania kiści jest w chwili obecnej aż dziewięć. Fot. Mariola Johnson




Papaję wyhodowałam z ziarenek. Jak znalazł na czasy kwarantanny. Fot. Mariola Johnson

Z mojego ogrodu: drzewo paprociowe (hapu'u). Fot. Mariola Johnson

Koza Gracie - towarzyszy mi podczas kwarantanny. Fot. Mariola Johnson

Strażnik - monumentalny wulkan Mauna Kea - jak namalowany. Codziennie w innej odsłonie. Fot. Mariola Johnson

  • Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon