• Mariola Johnson

MAKAHIKI I OSTATNIA DROGA KAPITANA COOKA.

Updated: Oct 31, 2018


Listopad był w dawnych Hawajach miesiącem wyczekiwania na święta. Sygnałem do ich rozpoczęcia było ukazanie się na niebie gwiazdozbioru Plejad. Kiedy świetliste Plejady rozgwieździły niebiański billboard, wówczas najwyżsi duchowni hawajscy (kahuni) ogłaszali, że rozpoczął się sezon Makahiki - święto boga Lono. Bóg ten, według polinezyjskich wierzeń, był odpowiedzialny za płodność, rolnictwo, pokój i dobrobyt.

Legenda mówiła, że Lono zanim stał się bogiem, był jednym z hawajskich wodzów. Podobno obiecał, że wróci kiedyś do swojej dawnej, ludzkiej postaci. Przepowiadano, że stanie się to właśnie w czasie Makahiki.

Na Hawajach następowała wielka fiesta, którą podsumowywano stary i witano nowy rok. Trwała ona przez około czterech kolejnych miesięcy, aż do pory deszczowej. Był to czas pokoju, zabaw i odpoczynku oraz budowania nowych związków i wzmacniania starych. Wojny i praca w tym czasie były zakazane. Świętowano i ucztowano.

Niewielką rzeźbę uosabiająca boga Lono zatykano na długim maszcie uzupełnionym poprzeczką, ozdobioną między innymi białą tkaniną (tapa) i wieńcami uplecionymi z paproci i ptasich piór. Symbol ten obnoszono wokół wyspy zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. Tam, gdzie pokazał się maszt z symbolicznym bogiem, składano dary, które później rozdzielane były wśród świętujących. Płacono też podatki głównym wodzom - w formie plonów zebranych w ciągu ostatniego roku: suszonych ryb, orzechów kokosowych, bulw taro, itp. Uroczystościom towarzyszyły: muzyka, taniec hula i gry sprawnościowe (wyścigi, zapasy, boksowanie) oraz rozrywki umysłowe, z których jedną z najpopularniejszych była konane - rodzaj naszych szachów. Z nadzieją oczekiwano na nowy, urodzajny rok.

Około lutego hawajskie niebo zasnuwało się chmurami, a burze, potężne deszcze i sztormy nadciągały nad wyspy. Wódz dawał znak, że czas zakończyć świętowanie i wrócić do codziennych obowiązków.

Los spowodował, że właśnie w czasie trwania tych uroczystości na Hawaje dotarł wielki odkrywca i podróżnik, znakomity żeglarz - Kapitan James Cook.

Była to jego trzecia podróż po południowym Pacyfiku. Wcześniej dotarł on do Tahiti, Nowej Zelandii i Australii. Wynikiem tych podróży były szczegółowo opracowane przez niego mapy wybrzeży tych lądów oraz doskonała, jak na owe czasy, znajomość zwyczajów i kultury polinezyjskiej. Władczy, sprawiedliwy, wymagający kapitan odnosił się z wielkim respektem i szacunkiem do tubylczej ludności zamieszkującej nowo odkryte przez niego wyspy. Był podziwiany i powszechnie szanowany nie tylko przez członków swojej załogi, ale również napotkanych podczas podróży mieszkańców Polinezji.

Był styczeń 1778 roku. Kapitan Cook pochłonięty był ideą odnalezienia drogi morskiej, która łączyłaby Pacyfik z Atlantykiem. Podróż była długa i męcząca. Zapasy wody pitnej i świeżego prowiantu powoli się wyczerpywały. Stojąc przed koniecznością uzupełnienia zapasów, kapitan zdecydował się przybić do jednej z nieznanych mu wysp w środkowej części Pacyfiku.

Wiatr skierował go na położoną na północnym zachodzie – Kaua’i. Gościnni, zrelaksowani, świętujący Hawajczycy przywitali żeglarzy z wielką ciekawością, hojnie obdarowując ich wszelkimi możliwymi dobrami.

Po kilku tygodniach odpoczynku kapitan Cook ruszył znowu na północ w poszukiwaniu pasażu pomiędzy oceanami. Po lecie i jesieni spędzonej na bezowocnych próbach odnalezienia tej drogi, kapitan zdecydował powrócić na przyjazne mu wyspy.

Tym razem wiatry i burze utrudniały przybicie do brzegu. W rezultacie statki okrążyły południową wyspę Hawaii (Big Island) dokładnie tak, jak święta figurka boga Lono rytualnie okrążała wyspę w czasie obchodów Makahiki. Strzeliste maszty z białymi żaglami do złudzenia przypominały symbol obchodów polinezyjskiego święta.

Na dodatek, przedziwnym zbiegiem okoliczności, statki dotarły do niewielkiej zatoki Kealakekua, gdzie znajdowała się jedna z największych hawajskich świątyń wybudowanych na cześć boga Lono. Miało to miejsce w listopadzie 1778 roku, kiedy kolejny sezon Makahiki właśnie się zaczynał. Sposób dotarcia na wyspę, miejsce i czas spowodowały, że hawajscy czarownicy uznali kapitana Cooka za powracającego, zgodnie z przepowiednią, boga urodzaju. Cook został przyjęty z największymi honorami. Kapitan ze stoickim spokojem i cierpliwością uczestniczył w uroczystościach i przyjmował hołdy, nie zdając sobie sprawy czym były spowodowane. Nie dziwiły go one, gdyż już kilka miesięcy wcześniej doświadczył nadzwyczajnej gościnności tubylców.

Po sześciotygodniowym pobycie kapitan zdecydował opuścić gościnną zatokę Kealakekua i ruszył na północ. Niestety, tragicznym zrządzeniem losu szalejąca burza uszkodziła maszt i konieczna była jego naprawa. Kapitan wrócił więc do portu, z którego parę dni temu wypłynął. Tymczasem festiwal dobiegał końca. Pojawienie się statku ze złamanym masztem wprawiło tubylców w konsternację i niepokój. Zdezorientowani nieoczekiwanym powrotem swojego „boga” wpadli w panikę.

Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Kradzież szalupy, przypadkowy wystrzał z muszkietu, próba wzięcia do niewoli jednego z wodzów jako okupu za skradzioną łódź – skończyły się potyczką na brzegu zatoki. Zginęło w niej kilku marynarzy. Wraz z nimi kapitan Cook.

Szczątki kapitana na zawsze pozostały na Hawajach, na dnie słonecznej, boskiej zatoki Kealakekua.

Miejsce, gdzie zginął Kapitan Cook upamiętnione jest dzisiaj wyniosłym monumentem. Biała, strzelista kolumna stoi na kawałku ziemi... brytyjskiej. Ten fragment lądu, w dowód szacunku dla wielkiego odkrywcy, podarowała Brytyjczykom hawajska księżniczka Likelike.



Zatoka Kealakekua - w tle ledwo widoczny monument Kapitana Cooka. Aby do niego dojść trzeba pokonać dość trudną trasę trekkingową przez góry lub dopłynąć z przeciwległego brzegu zatoki. Fot. Mariola Johnson

Monument Kapitana Cooka. Zdjęcie zrobione z przeciwległego brzegu zatoki. Fot. Mariola Johnson

Zatoka Kealakekua jest parkiem stanowym. Fot. Mariola Johnson

Zatoka Kealakekua. Fot. Mariola Johnson

Częstymi gośćmi zatoki Kealakekua są delfiny. Fot. Mariola Johnson

Zatoka Kealakekua - ostatnie miejsce, które odwiedził kapitan Cook. Fot. Mariola Johnson

  • Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon