• Mariola Johnson

PEARL HARBOR I PAPIEROWY PTAK.


21 września to Międzynarodowy Dzień Pokoju ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych już ponad trzydzieści lat temu.

W tym roku przypadł on w sobotę. Dzień ten nie różnił się zbytnio od innych dni na Hawajach. Słońce jak zawsze przyświecało radośnie, a lekki wiaterek od oceanu ochładzał rozgrzane powietrze. Jednak dla dwóch mężczyzn był to, prawdopodobnie, jeden z najważniejszych dni w życiu.

Jednym z nich był 92-letni Lauren Bruner - członek załogi statku USS Arizona, zbombardowanego i zatopionego w czasie japońskiego ataku na Pearl Harbor w roku 1941. W ataku zginęli prawie wszyscy członkowie załogi, przyjaciele oraz dowódcy z jego statku. Lauren ocalał.

Drugi to Masahiro Sasaki - 72-letni Japończyk, który przetrwał wybuch bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę. W ten tragiczny, sierpniowy dzień 1945 roku Masahiro był małym, czteroletnim chłopcem. Jego siostra Sadako miała wówczas zaledwie 2 latka. Podmuch wybuchu był tak silny, że wyrzucił ją przez okno na zewnątrz. Na szczęście dziecko przeżyło. Niestety, po dziesięciu latach od wybuchu Sadako Sasaki, jak wiele innych dzieci i dorosłych znajdujących się wówczas w zasięgu promieniowania, zachorowała na chorobę popromienną - białaczkę, w rezultacie której zmarła. Jej brat Masahiro ocalał.

Ci dwaj mężczyźni, mający wiele do wybaczenia swoim krajom, spotkali się w tym szczególnym dniu w Honolulu - w Pearl Harbor za sprawą małego jak paznokieć, papierowego żurawia.

Dzień ataku na Pearl Harbor, bez wypowiedzenia wojny i w trakcie niezakończonych negocjacji pokojowych pomiędzy Cesarstwem Japonii a Stanami Zjednoczonymi, na zawsze już pozostanie „dniem hańby”, jak określił go ówczesny prezydent USA - F.D.Roosevelt. Potężna, amerykańska flota wojenna, którą przeniesiono z San Diego do Pearl Harbor na Hawajach, aby zademonstrować wrogowi swoją siłę, została zniszczona w ciągu niespełna dwóch godzin. W czasie ataku zginęło około 2 i pół tysiąca ludzi, zatopiono 5 statków wojennych, zniszczono 188 samolotów. Pozostałe zostały uszkodzone lub unieruchomione i nie mogły wystartować, aby bronić portu. Zmieciono też z powierzchni 9 mniejszych jednostek pływających znajdujących się w porcie.

Los chciał, że największe uderzenie przyjął na siebie statek Arizona.

Była niedziela i marynarze USS Arizona mogli spać dłużej. Na statku nie było klimatyzacji, a noce hawajskie są tak samo ciepłe, jak i dni. Drzwi do kajut i magazynków były pootwierane. Pierwsza bomba trafiła w statek o godzinie 7.55 rano. Zszokowana, zaspana załoga próbowała zorganizować natychmiastową obronę. Lauren wraz z 5 pozostałymi osobami obsługującymi działo przeciwlotnicze umieszczone na lewej burcie, dotarł do niego w ciągu kilkunastu sekund. Ostrzeliwując nadlatujące japońskie samoloty próbował ratować statek przed kolejnymi bombami.

Pootwierane drzwi do kajut spowodowały, że pożar rozprzestrzenił się natychmiast. Z kolejnych trafionych bomb ostatnia - czwarta, uderzyła w magazyn amunicji. Statek zamienił się w olbrzymią kulę ognia.

Do „Arizony” przycumowany był statek naprawczy Vestal. Jeden z jego marynarzy: Joseph George zauważył grupkę obsługującą działo i, narażając się na śmiertelne niebezpieczeństwo, pod ciągłym ostrzałem wroga zorganizował im drogę ucieczki. Była nią przerzucona na Arizonę lina. Ramię w ramię, poparzeni i poranieni, w ostatniej minucie opuścili oni Arizonę na linie zwisającej około 20 metrów ponad płonącą, oleistą otchłanią. Lauren był przedostatnią osobą opuszczającą statek. Ostatnim i tym, który zainicjował całą akcję ratowniczą sześcioosobowej grupy, był bohaterski Alvin Dvorak, który niestety zmarł dwa tygodnie później na skutek poparzeń. Organizm Laurena był silniejszy. Po wielu miesiącach spędzonych w szpitalu, rozlegle poparzony, odzyskał jednak siły.

USS Arizona zatonęła w ciągu zaledwie 9 minut. Do dziś spoczywa na dnie oceanu, w zatoce Pearl Harbor. W miejscu, gdzie zatonęła utworzono pomnik-muzeum dla uhonorowania wszystkich poległych w tym tragicznym, grudniowym ataku. Jest to słynny „Arizona Memorial” - ustawiony na zatopionym kadłubie statku pomost, odwiedzany przez miliony ludzi.

Po kapitulacji Wehrmachtu w maju 1945 roku, wysiłki wielkich mocarstw zostały skierowane na pokonanie Japonii, która nie zgadzała się na bezwarunkowa kapitulację.

Budowę bomby atomowej zainicjowano jeszcze za prezydentury Roosevelta, jednak tym, który zdecydował o jej użyciu, był kolejny prezydent USA Harry Truman.

W dniu 6-go sierpnia 1945 roku pękło niebo nad Hiroszimą. Na zanurzone w porannym, poniedziałkowym pośpiechu miasto, spadła bomba atomowa, zmiatając z powierzchni ziemi ponad 100 tysięcy mieszkańców. Kolejne tysiące ludzi zmarło wkrótce na skutek napromieniowania. Celem ataku był most Aioli, w pobliżu którego właśnie mieszkał Masahiro Sasaki ze swoimi rodzicami, babcią i maleńką siostrą. Ich dom znajdował się zaledwie 1,6 km od epicentrum wybuchu. Po wybuchu matka i babcia chwyciły dzieci i pobiegły schronić się do pobliskiej rzeki przed piekielną temperaturą. Skuleni w wodzie przetrwali druzgocącą falę uderzeniową i opady czarnego, radioaktywnego deszczu. Nie zdawali sobie wówczas sprawy, że każde z nich jest narażone na radioaktywne działanie bomby. Wszyscy przetrwali atak, ale 10 lat później u 12-letniej już wówczas siostry Masahiro - Sadako, objawiła się choroba popromienna. Będąc w szpitalu Sadako usłyszała starą, japońską legendę mówiącą o tym, że jej życzenie może się spełnić, jeśli wykonana 1000 papierowych żurawi. Papier nie był zbyt tani w ówczesnym czasie, więc Sadako składała żurawie z każdego, możliwego kawałka, który udało jej się pozyskać. Były to kolorowe ptaki, zrobione z opakowań prezentów, które dostawali inni pacjenci i małe ptaszki, skonstruowane z maleńkich skrawków szpitalnych opakowań. Po wykonaniu pierwszego tysiąca Sadako zaczęła następny. Co działo się w sercu małej dziewczynki, można sobie tylko wyobrazić. Zapewne praca ta pozwalała jej zapomnieć o bólu i cierpieniu, zwalczyć smutek.

Po śmierci Sadako jej szkolni przyjaciele zainicjowali zbiórkę pieniędzy na budowę pomnika dziewczynki, który symbolizował by wszystkie ofiary wybuchu. Cały naród dołączył do tej akcji. Pomnik stanął wkrótce w centrum Parku Pokoju w Hiroszimie. Przedstawia on małą dziewczynkę i papierowego żurawia.

Historia japońskiej dziewczynki składającej żurawie obiegła cały świat, stając się posłaniem pokoju.

Większość papierowych żurawi wykonanych przez Sadako została podarowana osobom, które były zainteresowane historią dziewczynki. Rodzina zatrzymała tylko 5 z nich. Z tych pięciu jeden trafił do Nowego Jorku, oddając honor ofiarom ataku z 11 września 2001. Kolejny przyleciał na Hawaje, do Pearl Harbor i tutejszego muzeum poświęconego ofiarom japońskiego ataku.

Razem z tycim, wykonanym z maleńkiego skrawka szpitalnego papieru żurawiem, na Hawaje dotarł Masahiro Sasaki, brat Sadako. Spotkał się on z cudem ocalałym, weteranem z Pearl Harbor, Laurenem Brunerem. Lauren powitał Masahiro wykonanym własnoręcznie, w kolorach amerykańskiej flagi – żurawiem pokoju.

Spotkanie tych dwóch, boleśnie doświadczonych przez życie, mężczyzn jest pierwszym, wielkim krokiem w kierunku zakończenia japońsko- amerykańskiej wojny, która wciąż trwa w sercach wielu ludzi.

Mały ptaszek, wykonany przez Sadako Sasaki, do którego oglądania na wystawie w Pearl Harbor konieczne było zamontowanie szkła powiększającego, jest jednocześnie wielką nadzieją na to, że podobne tragedie nigdy więcej się nie zdarzą.


Tekst ten napisałam i opublikowałam w 2013r. Dzisiaj - w roku 2018, spośród załogi USS Arizona postało tylko pięciu świadków tamtych wydarzeń. Wśród nich Lauren Bruner.


Lauren Bruner i Masahiro Sasaki - Arizona Memorial. Fot. Star Advertiser, Honolulu.

Arizona Memorial - zdjęcie z helikoptera. Fot. Mariola Johnson

Pearl Harbor (z helikoptera). Fot. Mariola Johnson

Mighty Mo (USS Missouri) - statek muzeum zacumowany przy nabrzeżu Pearl Harbor. Fot. Mariola Johnson

  • Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon