• Mariola Johnson

SPOTKANIE Z NAJSŁAWNIEJSZĄ Z HAWAJSKICH FOK.


Przez kilka lat, które spędziłam na wyspie Oahu, miałam przyjemność mieszkać w pięknej rezydencji przy plaży Kahala. Od plaży i oceanu odgradzał mnie tylko zielony żywopłot i niewielka furtka. Plaża była na ogół wyludniona. Zapełniała się zazwyczaj w weekendy. Miejsce było spokojne. Za spokojne dla mnie. Nie jestem typem samotnika, więc praktycznie każdego dnia wyjeżdżałam z domu, aby spotkać ludzi, poznać lepiej tutejszą kulturę i tradycje, ciekawe miejsca, plaże. Poza tym pływać samotnie w oceanie nie jest bezpiecznie, więc wolałam bardziej uczęszczane kąpieliska.

Stałym punktem codziennej rutyny była wspinaczka na krater wulkanu Diamond Head, a potem pływanie i odpoczynek na plaży Waikiki.

Na osławioną Waikiki składa się wiele mniejszych plaż. Najbardziej popularne i jednocześnie zatłoczone są te w pobliżu hoteli, w centrum kurortu. Parasole, leżaki, bary, drinki, jedzenie, rozrywka - wszystko w zasięgu ręki.

Tubylcy korzystają natomiast najczęściej z niewielkiej plaży położonej na wschodnim końcu Waikiki, u podnóża Diamond Head - Kaimana Beach. Niewielki, pobliski hotel i brak barów powodują, że plaża na ogół jest pustawa, nie licząc lokalnych surferów i nielicznych dzieciaków kąpiących się w osłoniętej od fal zatoce.

Bardzo lubiłam tę plażę i często tam przebywałam.

Któregoś czerwcowego poranka, kiedy jak zwykle podjechałam do Kaimana, aby zmyć z siebie trudy wspinaczki na krater, ze zdumieniem zauważyłam, że plaża jest zatłoczona, jak nigdy. Zaciekawiona podeszłam bliżej. Pod oknami hotelu, przy cichym, osłoniętym falochronami nabrzeżu odpoczywała foka. Teren ogrodzony był liną - tutejsza praktyka stosowana przez wolontariuszy, aby nikt foce nie przeszkadzał. Obok szarej, przypominającej wielki głaz, foki leżało maleństwo - nowo narodzona kruszynka o czarnym, błyszczącym futerku.

Nie wiadomo dlaczego mama foka wybrała tak zaludnione miejsce na narodziny potomka. Jej poprzednie dzieci przychodziły na świat na raczej spokojnym wybrzeżu wyspy Kauai.

Dla nas, mieszkańców Honolulu, i turystów, którzy mieli szczęście odwiedzić wyspę w tamtym okresie było to niesamowite i niezapomniane doświadczenie. Obserwować cały proces wychowywania foczego maleństwa: nauki serwowane latorośli, karmienie, zmiany w wyglądzie… Było to też piękna lekcja tolerancji i cierpliwości dla otaczającej nas natury.

Duży fragment plaży został wyłączony z użycia. Musieliśmy więc ścieśnić się na małej powierzchni, a lina przesuwała ten teren wraz z tym, jak poruszała się mama foka. Czasami zagradzano nam większość wysypanej złotym piaskiem plaży, czasami, kiedy foka miała ochotę popływać lub pouczyć pływania maleństwo, “zabierano” nam kawałek oceanu.

Odwiedzałam foki codziennie. Dowiedziałam się, że mama ma na imię Rocky. Nad imieniem dziecka wciąż debatowano. Zagadką była też płeć. Dyskusjom - na plaży i w internecie, nie było końca. Wydarzenie miało też swoją stronę na fejsbuku*.

Dzięki łatwości dostępu do plaży oraz niewielkiej kamerze zainstalowanej w pobliżu, a także setkom zdjęć zamieszczanych w mediach, mogliśmy śledzić cały proces wychowania foczego dziecka. Po jakimś czasie okazało się, że to dziewczynka i nadano jej jednomyślnie imię Kaimana - od plaży, na której się urodziła. Kaimana oznacza w języku hawajskim “diamencik”. Imię idealnie pasowało do małej “dziewczynki”.

Kaimana, początkowo grzeczna i zdyscyplinowana, w miarę dorastania zaczęła zachowywać się jak typowa “nastolatka”. Mama nie mogła za nią nadążyć. Któregoś dnia zarekwirowała leżak i ręcznik plażowiczów, którzy poszli popływać, a różowe slippers (klapki) uznała za świetną zabawkę, gryząc je i podrzucając nosem jak piłkę. Plażowicze musieli przeczekać, aż Kaimana znajdzie sobie inny obiekt do odkrywania i zabawy, dopiero wtedy mogli pozbierać pozostawione na brzegu rzeczy osobiste i wrócić (na boso, bo klapki nie nadawały się już do użycia) do domu.

Kiedy Kaimana wybrała się na wyprawę do pobliskiego Natatorium - zaniedbanego, nieużywanego od lat, popadajacego w ruinę basenu ze słoną wodą - wszyscy zamarli z niepokoju. Spanikowana mama Rocky szukała córki wokół, a wolontariusze już zaczynali się zastanawiać, czy nie będzie czasem potrzebna interwencja. Jednak Kaimana wróciła z wyprawy cała i szczęśliwa. Odetchnęliśmy z ulgą.

Zdarzyło się też, że jakiś niefrasobliwy, lekceważący obserwator podszedł za blisko do fok, mimo bardzo wyraźnych znaków i ostrzeżeń, wzbudzając w nas złość. Jednak zanim wolontariusze zdołali zareagować spotkał się z bardzo groźnie wyglądającą interwencją mamy Rocky, a później zdecydowanym potępieniem i karą finansową ze strony opiekunów - za nękanie zwierzęcia znajdującego się pod ochroną.

Okres wychowywania i karmienia foki to około 6 tygodni. W tym czasie mama korzysta z nagromadzonych pod postacią tłuszczu zapasów jedzenia i nie zdobywa innego. Jest cały czas przy dziecku.

Po kilku tygodniach, kiedy Rocky zaczęła mizernieć i chudnąć wiedzieliśmy, że czas rozstania się zbliża. Kaimana zgubiła swoje czarne futerko i powoli stawała się szarą i pyzatą, dobrze odkarmioną foką. Świetnie odżywiona i silna młoda foczka była u progu dorosłego życia. Miała wszystko, co niezbędne, aby nauczyć się polować i żyć samodzielnie.

Po około 42 dniach Rocky odpłynęła, pozostawiając Kaimana samą sobie. Opiekunowie poczekali kilka dni i kiedy już było wiadomo, że Rocky nie wróci, wcześnie rano, aby uniknąć sensacji, zapakowali młodą fokę do specjalnego transportera i wywieźli w nieznane miejsce. Oczywiście smutno nam było stracić z oczu uwielbianą przez wszystkich foczkę, ale rozumieliśmy, że dla jej dobra musi ona wrócić do natury, z dala od ludzi i niebezpieczeństw, jakie ze sobą niosą.

Dzięki zamontowaniu na grzbiecie foki małego transmitera, można było śledzić jej poczynania, a nawet pomóc jej od czasu do czasu. Na przykład wtedy, kiedy w nosie foki utkwił wielki haczyk, który niefrasobliwy wędkarz zostawił w wodzie. Haczyk udało się szczęśliwie i bezproblemowo usunąć.

Kaimana pojawia się na różnych plażach wybrzeża wyspy Oahu. Wszędzie jest entuzjastycznie witana. Ludzie dzielą się informacjami i zdjęciami uroczej foki w mediach.

Ze względu na ekstremalne miejsce urodzenia, jest też chyba najsławniejszą hawajską foką. Nie co dzień zdarza się przecież, aby przyjść na świat na jednej z najbardziej zatłoczonych hawajskich plaż i… przetrwać.


Aloha Kaimana.


* Strona fb istnieje do dziś pod nazwą: “Rocky the Hawaiian Monk Seal and Kaimana”.



Plaża Kaimana. Waikiki. Oahu. Fot. Mariola Johnson

Jednodniowe maleństwo ze swoją mamą. Fot. Mariola Johnson


Rocky czuje się dość bezpiecznie na plaży Waikiki. Fot. Mariola Johnson

Teren, gdzie odpoczywa Kaimana z mamą został ogrodzony. Fot. Mariola Johnson

Informacja dla obserwujących. Fot. Mariola Johnson

Kilkutygodniowa Kaimana zgubiła gdzieś swoje czarne futerko. Fot. Mariola Johnson

W tle Natatorium - dawny basen. To tam wybrała się po przygody Kaimana. Fot. Mariola Johnson

Ostatnie lekcje pływania na krótko przed rozstaniem. Fot. Mariola Johnson

Plaża odzyskana. Fot. Mariola Johnson

Na video - pożegnanie z mamą. Czas dorosłego życia dla Kaimana.



81 views
  • Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon