• Mariola Johnson

YOU ARE AN IRONMAN


W Waimea pada. Kocham to miejsce: wiecznie zielone wzgórza i pastwiska, kolorowe, egzotyczne kwiaty i drzewa paprociowe w ogrodzie oraz majestatyczny wulkan Mauna Kea górujący nad moją farmą. Jednak wieczny deszcz potrafi być czasem przygnębiający, więc kiedy ogarnia mnie ten nie-hawajski nastrój, uciekam na słońce. Wyspa Big Island jest tak duża, że zawsze gdzieś można je znaleźć. Na słoneczną kurację najczęściej wybieram małe, urocze miasteczko na północy wyspy - Hawi, położone w Kohala - rodzinnych stronach króla Kamehameha I.

Obok urzekających galerii i małych jadłodajni z doskonałym, lokalnym jedzeniem, jest tu kawiarnia serwująca zdecydowanie najlepszą kawę na wyspie - Kohala Coffee Mill. Jej zaletą jest też nieograniczony dostęp do WI-FI. Kafejkę traktuję jako moje biuro i, uzbrojona w laptop i notatnik, przesiaduję tu dość często.

Tydzień temu, w sobotę 13 października, musiałam zrezygnować z tej przyjemności. Przez Hawi przebiegał bowiem rowerowy etap zawodów Ironman Kona. Trasa biegła z Kailua-Kona do Hawi i z powrotem. Droga - Queen Kaahumanu Hwy - była zamknięta dla ruchu samochodowego na czas zawodów. Zostałam więc w domu, oglądając relację z zawodów na ekranie komputera.

Pogoda w tym dniu była wyjątkowo przyjazna dla zawodników, a osiągnięte wyniki rekordowe! Hawajski Ironman odbył się po raz czterdziesty, z czego pierwsze dwa wyścigi miały miejsce na wyspie Oahu. Od 38 lat prestiżowe zawody odbywają się na zachodnim wybrzeżu wyspy Big Island, Kona - w przejrzystych, błękitnych wodach zatoki Kailua-Kona i pięknej, zapierającej dech w piersiach scenerii czarnego, pokrytego lawą wybrzeża. Słońce w tej części wyspy potrafi grzać niemiłosiernie mocno, trzeba więc wykazać się niesamowitą wytrzymałością i odpornością, być prawdziwym “człowiekiem z żelaza”, aby ukończyć triathlon!

Nie jest łatwo zakwalifikować się do Ironman Kona, dlatego wielkie brawa dla polskiej ekipy, która w tym roku liczyła aż 27 zawodników. Gratulacje!

Nie jestem sprawozdawcą sportowym, więc pozostawię pole do komentarza w tym zakresie dla innych, bardziej kompetentnych osób.

Dla mnie Ironman był niesamowitym przeżyciem z innego powodu - na mecie morderczego triathlonu (pływanie, kolarstwo, bieg) zobaczyłam bowiem coś nieprawdopodobnego: ludzi, którzy pokonali bariery, wydawałoby się, nie do pokonania!

Z podziwem patrzyłam na każdego z nich. Niektórzy dobiegali do mety ostatkiem sił, słaniając się na nogach, niektórzy z uśmiechem i lekko, jak np. nasz 70-letni zawodnik pan Marek Musiał, a kilka osób miało nawet wystarczająco energii na wykonanie radosnej akrobacji. Nagroda to hawajski naszyjnik (kukui lei) oraz słynne słowa wypowiadane przez komentatora witającego zawodnika na mecie - YOU ARE AN IRONMAN!

Każdy z zawodników to zwycięzca i każdy ma indywidualną historię walki z własnymi słabościami.

Nie da się opowiedzieć o wszystkich, wspomnę więc tylko o kilku.


Na Rachel Brenke na mecie czekało jej pięcioro dzieci. Rachel to młoda kobieta (34l), prawnik i przedsiębiorca. Kiedy była w ciąży z pierwszym dzieckiem zachorowała na raka. Minęło kilkanaście lat wypełnionych chemioterapią, pracą zawodową i obowiązkami rodzinnymi. Rachel pokonała raka, urodziła jeszcze czworo dzieci, rozpoczęła treningi i stanęła na mecie Ironman.


Historię Andrew Starykowicza poznałam jeszcze przed zawodami. Zaciekawiło mnie polsko brzmiące nazwisko zawodnika z Chicago. Zaledwie 2 lata temu Andrew miał wypadek podczas porannego treningu. Został nie tylko potrącony przez ciężarówkę, ale również wleczony przez nią - wraz z rowerem, przez dość długi odcinek drogi. Przeżył cudem. Miał skomplikowane złamanie lewej nogi, silny wstrząs mózgu, mnóstwo skaleczeń i ran na ciele, złamane dwa kręgi. Rekonwalescencja miała na celu umożliwienie mu chodzenia i wykonywania codziennych czynności. Nikt nie wierzył, że Andrew może wrócić do wykonywania zawodu profesjonalnego sportowca. Starykowicz wystartował w tegorocznych Ironman Kona i ukończył zawody z bardzo dobrym wynikiem.


Kiedy do mety dotarła Sarah Reinertsen, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Sara, która ma amputowaną nogę, musiała pokonać trasę triathlonu na jednej, zdrowej nodze i protezie. Dokonała tego w rekordowym czasie! Nogę musiano jej amputować kiedy była dzieckiem. Mimo amputacji, od 11 roku życia Sara biega uzyskując mistrzowskie rezultaty w swojej kategorii. Jest pierwszą kobietą z amputowaną nogą, która ukończyła Ironman Kona (w 2005 r.). Hawajski triathlon to jednodniowe zawody. Sara musiała pokonać taki sam dystans, jak pozostali zawodnicy: 2.4mil (3,8km) pływania w oceanie (bez protezy, bo regulamin nie zezwala), 112 mil (180 km) jazdy na rowerze oraz 26.2 mili (42,2 km) biegu. Na torze zawodów Sara spędziła 14 godzin i 41 minut! Niesamowita wytrzymałość!


Nie było chyba osoby, która by nie płakała ze wzruszenia i radości, kiedy na metę dobiegli bracia Pease. Brent i Kyle to niesamowity team. Chory na porażenie mózgowe Kyle całe życie spędza na wózku. Brat Brent jest sportowcem. Niesamowita więź między braćmi spowodowała, że Brent postanowił spełnić marzenia niepełnosprawnego Kyle i dać mu szansę zasmakowania sportowego współzawodnictwa. Po wielu latach treningów i uczestnictwa w różnych zawodach bracia zostali zakwalifikowani, jako ambasadorzy, do jednego z najtrudniejszych triathlonów na świecie - Ironman Kona. Było to spełnienie marzeń Kyle. Aby ukończyć zawody musieli pokonać trasę 226 km w ciągu nie więcej niż 17 godzin. Fizyczny ciężar, jaki spadł na Brenta był olbrzymi! Musiał przepłynąć trasę ciągnąc za sobą brata na swego rodzaju pontonie, potem umieścić go na wózku dołączonym do roweru i przejechać trasę przed upływem 10 godzin - w przeciwnym razie zostaliby zdyskwalifikowani. Etap rowerowy był dla braci najtrudniejszy! Ostatnia część to bieg, w którym oczywiście Brent musiał popychać wózek z niepełnosprawnym bratem.

Z drugiej strony wytrzymanie na wózku przez prawie 15 długich godzin w piekącym słońcu - też jest nie lada wyczynem.

Bracia dali radę. Pokonali trasę triathlonu w niesamowitym czasie - 14:23:59!


Sześć minut przed końcem zawodów na metę wpadł Hiromu Inada. “You are an Ironman” - popłynęło z głośnika! Hiromu Inada to 85-letni Japończyk. Zaczął trenować, kiedy przeszedł na emeryturę - piętnaście lat temu. Rok wcześniej Inada nie zmieścił się w czasie 17 godzin przewidzianych na ukończenie triathlonu. W tym roku osiągnął czas - 16:53:50!

Gratulacje dla niesamowitego starszego Pana!


Ponad 2300 zawodników. Historia każdego z nich to temat na osobne opowiadanie. Przezwyciężanie barier, olbrzymia siła woli i determinacja oraz imponująca wytrzymałość cechują ironmen - ludzi z żelaza!

W przyszłym roku, jeżeli los zatrzyma mnie na tej wyspie, to zgłoszę się do pracy przy organizacji imprezy jako wolontariusz. Moim marzeniem jest uścisnąć rękę przynajmniej jednemu z nich.

Trening - przed zawodami. Kona, Big Island. Fot. Mariola Johnson

Marriott, Kona - sztab organizatorów, start i meta zawodów. Fot. Mariola Johnson

Wnętrze hotelu Marriott. Ironman Kona. Fot. Mariola Johnson

Ironman Kona. Fot. Mariola Johnson

Polacy. Ironman Kona 2018. Fot. Mariola Johnson

Ironman Kona 2018. Fot. Mariola Johnson

Ironman Kona 2018. Fot. Mariola Johnson

Jeden z etapów - jazda na rowerze. Fot. Mariola Johnson

Po zawodach. Odpoczynek. Sielankowy nastrój w Kailua-Kona. Fot. Mariola Johnson

  • Facebook Social Icon

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • White Facebook Icon